Chuck and Sarah - neverending story?! FanFiction.

Zrób to sam. Twórczość forumowiczów.

Re: Chuck and Sarah - neverending story?! FanFiction.

Postautor: prso94 » 31 sty 2013, o 10:39

PanCartoon pisze:
prso94 pisze:
Teraz też zaskoczę, ale czuję, że zostanę zbesztany i wymieszany z błotem


Wiem, co chcesz zrobić. DON'T DO THAT!!!! Bo znajde i zdziele w **** :D


Podejrzewam, że chodzi o paring - Ashley z Chuckiem. Nie, tego nie będzie. Chociaż, kto wie :keke2:


Nie o to mi chodziło :D. Tego byś nie był w stanie zrobić xD

Zatrzymam dla siebie, później (mam nadzieję, że się mylę!) napiszę :D
prso94
NerdHerd
 
Posty: 66
Rejestracja: 15 wrz 2012, o 13:21
Online: 18h 32m 13s
Otrzymał podziękowań: 4 razy
Płeć: Fan
Ulubiona postać: Charah
Obecnie oglądam: Chuck, Dexter, Himym, Big bang
    Windows 7 Opera

Chuck and Sarah - neverending story?! FanFiction.

Postautor: PanCartoon » 31 sty 2013, o 12:28

Ja nie byłbym w stanie?! Nie prowokuj :keke2:
Awatar użytkownika
PanCartoon
 
Posty: 1342
Rejestracja: 6 gru 2010, o 21:24
Lokalizacja: Opoczno
Online: 206d 38m 13s
Otrzymał podziękowań: 375 razy
Płeć: Fan
Ulubiona postać: Sarah
Obecnie oglądam: Chuck, Castle, TBBT, HIMYM, VD
    Windows 7 Firefox

Chuck and Sarah - neverending story?! FanFiction.

Postautor: naciołek » 31 sty 2013, o 16:39

Nie no mi wątek Ashley i Chucka się podoba, taka trochę alternatywa od tego Chucka wiecznie zakochanego w Sarze :D Znaczy wiadomo, że Chuck i Sarah są dla siebie stworzeni i jestem jak najbardziej team Sarah, ale takie małe zróżnicowanie dodaje atrakcyjności tej historii :) W sumie za każdym razem gdy w serialu pojawiał się dla Chucka jakiś wątek romantyczny, to był zazwyczaj bardzo krótki i mało znaczący (chociaż wątek z Hannah był bardziej rozwinięty niż ten z Lou), także fajnie, że ty postanowiłeś przenieść to na wyższy poziom :>
Ja do Ashley nic nie mam, troche mi jej nawet szkoda... :P
Ale sorry Ash, team Sarah forever \m/
Awatar użytkownika
naciołek
Assman
 
Posty: 38
Rejestracja: 24 lis 2011, o 21:29
Online: 1d 2h 12m 40s
Otrzymał podziękowań: 5 razy
Płeć: Fanka
Ulubiona postać: Chuck i Sarah
Obecnie oglądam: Castle, Mentalista, Dexter, SoA, TWD
    Windows 7 Chrome

Chuck and Sarah - neverending story?! FanFiction.

Postautor: PanCartoon » 31 sty 2013, o 23:21

Ogólnie miały być trochę większe komplikacje i szerzej opisane, ale nie zdecydowałem się na to. Z drugiej strony każdy chciałby, żebym nie kończył, więc może wrócę do tego pomysłu. Choć po tych wydarzeniach i to co się działo między Sarą, a Chuckiem będzie ciężko jakoś autentycznie przedstawić jakiekolwiek zbliżenie Bartowskiego do Ashley.
Awatar użytkownika
PanCartoon
 
Posty: 1342
Rejestracja: 6 gru 2010, o 21:24
Lokalizacja: Opoczno
Online: 206d 38m 13s
Otrzymał podziękowań: 375 razy
Płeć: Fan
Ulubiona postać: Sarah
Obecnie oglądam: Chuck, Castle, TBBT, HIMYM, VD
    Windows 7 Firefox

Chuck and Sarah - neverending story?! FanFiction.

Postautor: naciołek » 1 lut 2013, o 16:08

Zrobisz jak uważasz, w twoim wykonaniu i tak będzie świetne :)
Awatar użytkownika
naciołek
Assman
 
Posty: 38
Rejestracja: 24 lis 2011, o 21:29
Online: 1d 2h 12m 40s
Otrzymał podziękowań: 5 razy
Płeć: Fanka
Ulubiona postać: Chuck i Sarah
Obecnie oglądam: Castle, Mentalista, Dexter, SoA, TWD
    Windows 7 Chrome

Chuck and Sarah - neverending story?! FanFiction.

Postautor: PanCartoon » 1 lut 2013, o 23:33

Nie przesadzajmy ;)
Awatar użytkownika
PanCartoon
 
Posty: 1342
Rejestracja: 6 gru 2010, o 21:24
Lokalizacja: Opoczno
Online: 206d 38m 13s
Otrzymał podziękowań: 375 razy
Płeć: Fan
Ulubiona postać: Sarah
Obecnie oglądam: Chuck, Castle, TBBT, HIMYM, VD
    Windows 7 Firefox

Chuck and Sarah - neverending story?! FanFiction.

Postautor: CMP » 2 lut 2013, o 17:35

Czy będą sceny łóżkowe z Ashley i Sarą?
Awatar użytkownika
CMP
 
Posty: 2340
Rejestracja: 21 wrz 2010, o 16:25
Lokalizacja: Gliwice/DG
Online: 65d 8h 18m 50s
Otrzymał podziękowań: 724 razy
Płeć: Fan
Ulubiona postać: Sarah
Obecnie oglądam: Community in da HOUSE
    Windows 7 Firefox

Re: Chuck and Sarah - neverending story?! FanFiction.

Postautor: PanCartoon » 2 lut 2013, o 19:06

CMP pisze:Czy będą sceny łóżkowe z Ashley i Sarą?


Moje opowiadanie czytają też dzieci, a poza tym Chuck nie jest takim plejerem, żeby mieć trójkącik. Za to scena łóżkowa Jeffa i Lestera jest w trakcie pisania ;) :keke2:

Za ten post autor PanCartoon otrzymał podziękowanie od
CMP
Awatar użytkownika
PanCartoon
 
Posty: 1342
Rejestracja: 6 gru 2010, o 21:24
Lokalizacja: Opoczno
Online: 206d 38m 13s
Otrzymał podziękowań: 375 razy
Płeć: Fan
Ulubiona postać: Sarah
Obecnie oglądam: Chuck, Castle, TBBT, HIMYM, VD
    Windows XP Firefox

Chuck and Sarah - neverending story?! FanFiction.

Postautor: lukasor » 2 lut 2013, o 23:48

yyyy... ale Jeffa i Lestera razem ? :D w sumie to po nich się można wszystkiego spodziewać :chewie:
Tylko jak już to ma być ich scena to proszę bez szczegółów :P
Awatar użytkownika
lukasor
Assman
 
Posty: 49
Rejestracja: 28 lip 2011, o 22:45
Online: 4d 12h 38m 38s
Otrzymał podziękowań: 5 razy
Płeć: Fan
Ulubiona postać: Sarah
Obecnie oglądam: TBBT
    Windows 7 Opera

Re: Chuck and Sarah - neverending story?! FanFiction.

Postautor: PanCartoon » 5 lut 2013, o 22:37

Chuck kontra Ostatni koncert

Waszyngton, dwa tygodnie później…

- Eh, jak dobrze, że załatwiliśmy sobie od Shawa przepustkę na ten koncert dla prezydenta. Takiej okazji nie mogliśmy przepuścić – Lester był zadowolony, że znajdował się jeszcze dalej od Tonego, mimo że agenci opuścili ich już wcześniej w celu poszukiwania kryjówki Iluminatów.
- Wchodzicie za 30 sekund – usłyszeli głoś dyrektora koncertu charytatywnego, organizowanego przez samego prezydenta Stanów Zjednoczonych.

***

- Przed państwem piosenka Queen, Show Must Go On w wykonaniu Jeffster! Wielkie brawa!

Gdy w blasku reflektorów oraz różnokolorowych laserów na scenę wchodził duet z Buy More, przed nią panowała wielka wrzawa. Dziewczyny na widok swoich idoli i bohaterów miłosnych fantazji piszczały niemiłosiernie. Nagle każdy usłyszał charakterystyczną melodię piosenki nieśmiertelnego Freddiego. Jeff szalał na scenie z gitarą w ręku, a Lester rozpoczął swój charakterystyczny taniec, który został ochrzczony przez fanów mianem hinduskiego baletu. Swoją popularnością dorównywał prawie pamiętnemu Gangnam style. W loży dla VIPów popisy Jeffster oglądał sam prezydent Stanów Zjednoczonych.

- Kto zaprosił tych dwóch idiotów tutaj? – zapytał, swojego doradacy, Obama.
- Ależ panie prezydencie! To jeden z najpopularniejszych zespołów na świecie! – doradca, który był wielkim fanem Jeffster, poczuł się urażony.
- Katastrofa – odpowiedział znudzony Obama, który jeszcze nie wiedział, że jego słowa będą aż tak prorocze.

Na scenie nadal tańczył Lester. Po kilkudziesięciu sekundach wstępu w końcu zaczął:

- Empty spaces - what are we living for? Abandoned places - I guess we know the score? On and on...
Does anybody know what we are looking for ? – w jego głosie słychać było wiele autentyczności i bólu - Another hero, another mindless crime. Behind the curtain in the pantomime. Hold the line! Does anybody want to take it anymore. – cisza. Lester przestał śpiewać, muzyka również nie niosła się dalej. Wszyscy z oczekiwaniem patrzyli na Jeffster i nagle – Show must go on!!

Tłum wiwatował, tańczył i podziwiał duet z BuyMore. Do tłumu przyłączyli się również ochroniarze, którzy stracili czujność. Nieuwagę wykorzystał mały brodacz ubrany na czarno. Dość łatwo przekradł się pod wejście na scenę i dwoma, szybkimi ciosami obezwładnił jednego z nich. Popatrzył się na fanów Jeffster i ich samych. Wszyscy doskonale się bawili. Świetny kontakt z publicznością znacznie poprawił atmosferę na zazwyczaj sztywnych koncertach charytatywnych.

- Zasłużyliście na tę sławę. Przyjaciele… - łzę spływającą po policzku przetarł skórzanym rękawem kurtki. Szybkim krokiem ruszył na scenę.

***

- Does anybody know what we are living for? – wyśpiewał Lester, gdy nagle, przed nim zjawił się mały brodacz.
- Nie wiem… Nie mam pojęcia po co żyję… – powiedział Grimes.
- Morgan? Jakim… - nie dokończył.

Brodacz mocno złapał Lestera za włosy. Gwałtownym i silnym ruchem rąk przekręcił głowę Patela w prawo. Wszyscy usłyszeli w głośnikach dźwięk skręconego karku. Tłum z przerażeniem patrzył się na Morgana, który właśnie puścił bezwładne, pozbawione życia ciało ich idola. Brunet nie czekał długo na kolejny ruch i wyjął z kabury broń, którą wymierzył w drugiego członka Jeffster.

- Morgan?! Dlaczego to zrobiłeś?! Moooorgan!!! – Jeff zaczął biec w stronę swojego przyjaciela.
- Przepraszam, Jeff. Nie mam wyboru. – Grimes wystrzelił.
Siła odrzutu sprawiła, że Barnes przeleciał kilka metrów nad ziemią. Morgan podszedł do martwego przyjaciela, ukucnął i zamknął, już nic nie wyrażające, oczy.

***
Trzy dni wcześniej…

Morgan wykorzystał swoją zwinność oraz lukę w gardzie Colta i szybkim, silnym prawym podbródkowym posłał czarnoskórego agenta na deski. Usłyszał odgłosy klaskania w dłonie. Był to Brown, który obserwował postępy Grimesa:

- Brawo, brawo. Pokonał pan nawet mojego najlepszego agenta – generał spoważniał i surowym wzrokiem spojrzał na Brodacza. – Lecz to mnie nie satysfakcjonuje. Nie wyzwoliłeś jeszcze nowej, pełnej mocy Intersekta.
- Nowa moc? O czym ty mówisz Brown? Jesteś szalony – Morgan próbował zyskać trochę czasu.
- Nie udawaj głupszego niż jesteś, Grimes. Wersja ta jest identyczna z tą, jakiej używa twój przyjaciel. Mogę się założyć, że Bartowski junior coś wspominał o nowej, wspaniałej mocy.
- On nie ma obsesji na punkcie jakiejś tam mocy!
- A Star Wars? - Brown roześmiał się głośno i szyderczo.
- Ty..

Morgan uruchomił przebłysk i szybko ruszył w stronę generała. W odpowiednim momencie wyskoczył w górę i zamierzał prawą nogą uderzyć swojego wroga. Nagle, poczuł przeszywający, ogromny ból w głowie. Z dość dużej wysokości spadł na zimną i twardą posadzkę.

- Cholera, co się dzieje?! – wykrzyczał.
- Sądzisz, że oddałbym Ci Intersekta, ot tak? – odpowiedział Brown. – Bez możliwości jego kontroli? Być może przeceniłem twoje możliwości intelektualne. Ilekroć spróbujesz się przeciwstawić, ja wykorzystując urządzenie skonstruowane dzięki uprzejmości Stephena powstrzymam cię i z przyjemnością popatrzę jak zwijasz się z bólu. Niezbyt przyjemne uczucie, prawda? – na twarzy Browna pojawił się szyderczy uśmiech. Generał wyjął z kieszeni malutką rzecz przypominającą pilot do autoalarmu w samochodach.
-Muszę zastanowić się nad nazwą dla tego cudeńka, lecz na razie… - skierował wzrok pełen pogardy oraz nienawiści na Grimesa i nacisnął przycisk na urządzeniu.

Morgan wydał z siebie przerażający i donośny odgłos bólu. Brown z nieukrywaną satysfakcją patrzył na cierpienia trzeciego, ludzkiego Intersekta.

- Kiedyś… cię… zabiję… skurwysynu... – ledwie wydusił z siebie Morgan.

Generał jeszcze raz nacisnął przycisk. Kolejny krzyk bólu i rozpaczy małego Brodacza rozniósł się po pomieszczeniu.

- Tak nie dojdziemy do konsensu, panie Grimes. Mogę tak w nieskończoność, jednakże w końcu usmażę panu mózg, a tego ani ja, ani pan nie chcemy, zgadza się?
- Nawet… jeśli… - Morgan spróbował wstać, lecz sił starczyło mu jedynie na etap klęczenia i podpierania się rękoma. Na podłogę co chwilę spadały krople potu. -… Chuck wspominał coś… o nowej mocy.. to jemu odkrycie jej.. zajęło ponad rok… - Brown z zaciekawieniem spojrzał na swojego więźnia. – Jeśli tak pragniesz potęgi… to dlaczego nie wgrałeś sobie trójki?! – wykrzyczał Grimes.
- Tak… to byłoby najlepsze rozwiązanie – przyznał generał. – Niestety z badań i symulacji wynika, że mój mózg nie jest w stanie przetworzyć wielkiej ilości danych jaką niesie ze sobą Intersekt. Nie wiem dlaczego tak słaby, malutki, głupi człowieczek jak ty to wytrzymuje – przerwał na chwilę. – Mniejsza z tym. Wie pan o mocy tej wersji. Sądziłem jednak, że będzie pan bardziej skory do współpracy – Brown skinął na Colta. – Będę musiał podjąć specjalne kroki, niestety. Zapamiętaj, że ja tego nie chciałem i to jest tylko i wyłącznie pańska wina.

Colt próbował pomóc Morganowi, lecz ten odepchnął go i wstał o własnych siłach. Droga przyszła mu z niemałym trudem. W duszy przeklinał dzień, w którym dowiedział się, że jego najlepszy przyjaciel jest szpiegiem i Intersektem. Gdy weszli do kolejnego pokoju zobaczył w nim następne pomieszczenie, w ścianie którego znajdowała się szyba. Wyglądało mu na to salę przesłuchań.

***

Przed sceną zaczęła się panika. Wielki tłum zgromadzony na koncercie szalał z przerażenia. Nikt nie zwracał uwagi na małe, płaczące dzieci, które raz po razie były przewracane. Ich matki krzyczały z rozpaczy nie mogąc sobie poradzić z zaistniałą sytuację. Morgan patrzył na te wydarzenia z przerażeniem w oczach. Był wściekły na swoją bezsilność i rolę jaką odgrywał w planie Browna.

- Panie prezydencie, musimy pana stąd ewakuować! – krzyknął jeden z ochroniarzy.
- Jeszcze chwilę! – Obama spojrzał w kierunku sceny, na której stał Grimes - Skurczybyk! Poznaję go! – wykrzyczał, po czym zwrócił się do szefa ochrony. - Dexter przekaż wszystkim, ale to wszystkim jednostkom, aby pochwyciły tego terrorystę żywego! Powtarzam, żywego!

Dexter o słusznej posturze, rudych włosach i twarzy głupka posłusznie wykonał rozkaz, informując przez krótkofalówkę wszystkich agentów o zadaniu. Dlaczego złapanie jakiegoś terrorysty jest ważniejsze od ewakuacji prezydenta i ludzi? Przecież ten brodaty szaleniec może w każdym momencie zacząć strzelać, myślał. Tymczasem w domu Dextera jego matka z dumą spoglądała na zdjęcie głupkowato wyglądającego syna. Nikt, patrząc na twarz i gabaryty jej potomka, nie wróżył mu lepszej przyszłości od roli osiedlowego półgłówka i debila. W pierwszych latach życia rudowłosego chłopca, sceptycy nie mylili się, lecz gdy ten podrósł i nauczył wykorzystywać swój głupkowaty wygląd, jego kariera potoczyła się w zawrotnym tempie. W college i uniwersytecie miał ułatwione zadanie, gdyż profesorowie nie uznali Dextera za wartego uwagi. Sądzili, że debilowaty uczeń nie wpadnie nawet na pomysł przygotowania ściąg. Jak myśleli, poprzednie, pozytywne oceny wynikały jedynie z łutu szczęścia i jakiegoś niewyobrażalnie szczęśliwego układu gwiazd. Dexter, bez skrupułów wykorzystywał naiwność wykładowców oraz przyszłych pracodawców, dzięki czemu w zawrotnym tempie piął się w górę. Podobnie sprawa wyglądała podczas pracy w agencji ochrony. Przestępcy nie zwracali uwagi na głupkowatego Dextera, a ten mając potężne gabaryty, dłonie jak bochny chleba, w których drzemała zdolna powalić jednym ciosem dwóch braci Kliczko, Pudzianowskiego i Najmana jednocześnie, nie dawał szans złoczyńcom. I tak trzy dni temu, Dexter, w wieku dwudziestu sześciu lat, został najmłodszym szefem ochrony prezydenta w historii. Dumnie wyprostowany, dłubiąc w nosie patrzył jak nieznany mu z imienia i nazwiska brodaty terrorysta siłował się z ochroniarzem o broń skierowaną w przeciwnym kierunku do Dextera, zupełnie niezamierzenie wystrzeliła. Kula, kilkukrotnie zmieniła trajektorię lotu, raz po razie obijając się o metalowe konstrukcje, z których została zbudowana scena. W końcu znalazła swój cel i utkwiła w głowie rudowłosego. I tak, Dexter, w wieku dwudziestu sześciu lat został najkrócej urzędującym szefem ochrony w historii, potwierdzając, że każda reguła ma swój wyjątek, a głupi nie zawsze ma szczęście. Niczego nieświadoma matka pocałowała zdjęcie synka, śmiejąc się w duszy z ludzi, którzy przekreślili go już chwilę po urodzeniu.

Po chwili szoku, z którego w końcu otrząsnął się prezydent Obama, powiedział do swoich podwładnych:
- Stójcie! Nie atakować! Grimes… On chce coś powiedzieć!

Wszyscy skierowali wzrok na Morgana, który stał już przy mikrofonie.

***

Do pokoju przesłuchań wprowadzono kobietę i dziecko z czarnymi workami na głowie. Grimes spodziewał się najgorszego i gdy zdjęto lniane nakrycie, Morgan rzucił się w kierunku szyby, próbując ją zbić. Nagle po raz kolejny, poczuł nieznośny ból w głowie.

- Spokojnie – powiedział Brown. – Na razie pani Grimes i mały Chuck nie mogą wiedzieć, że wrócił pan do świata żywych.
- Dlaczego?
- Tylko na taką reakcję cię stać? Bezmyślne rzucenie się na szybę, chociaż dobrze wiesz, że nas nie widzą i głupie pytanie dlaczego? Żałosne, nawet jak na ciebie. Już mówiłem Grimes to tylko i wyłącznie twoja wina. Brak współpracy doprowadził do sytuacji, w której ukochana żona i syn są o krok od śmierci.
- Czego chcesz? – Grimes bezradnie spuścił ręce wzdłuż bioder.
- Za trzy dni na koncercie charytatywnym, organizowanym przez prezydenta, będzie występował Jeffster. Zabijesz ich na oczach całego kraju. Obamę, przynajmniej na razie zostawimy w spokoju.
- Nie mogę ich zabić! Czym ci zawinili?! To moi przyjaciele!
- I właśnie dlatego ich sprzątniesz – Brown przerwał Morganowi – A poza tym beznadziejnie śpiewają i są niezwykle denerwujący. Jeśli czegoś spróbujesz, mam na myśli ucieczkę, czy samobójstwo to twoja rodzina zginie.
- Mogę się z nimi zobaczyć? – spytał Morgan.
- Na razie nie. Lepie będzie dla ciebie, jeśli na tej misji uaktywnisz moc Intersekta. W przeciwnym razie zajmniesz się Ellie, Devonem i Clarą. A tego Chuck ci nie wybaczy, prawda? – Brown uśmiechnął się paskudnie i zwrócił do Colta. – Zaprowadź go do celi. Ma trzy dni na przemyślenie swojego zachowania. Tymczasem ja muszę odwiedzić mojego drugiego, ulubionego więźnia.

Gdy Colt z Morganem przechodzili przez drzwi Brown odezwał się jeszcze raz:

- Zapomniałbym, po zabiciu tych dwóch palantów zwrócisz się z małym przekazem dla publiczności.

***

- Nie musicie uciekać – powiedział Grimes. – Nikogo już nie zabiję – tłum ludzi, nie wiedzieć czemu, zatrzymał się w swoim szaleństwie i patrzył ze zdziwieniem na Morgana, który mówił dalej. – Rząd okłamywał was przez ostatnie lata, mówiąc, że jedynie ciężką pracą możemy wyzwolić ten kraj z kryzysu! Istnieje komputer – Intersekt, dzięki któremu w ułamku sekundy stajemy się geniuszami! - tłum ludzi parsknął ze śmiechu, lecz gdy Morgan powtórzył to zdanie w kilkunastu językach zamilkli. – Moja organizacja zamierza udostępnić Intersekta za darmo. Naszym celem jest odbudowanie potęgi Ameryki! – wykrzyczał, po czym sprawnie zeskoczył ze sceny i rzucił się do ucieczki.
***

- Panie prezydencie, co robimy? – doradca był wyraźnie zdziwiony rewelacjami Morgana.
- Cholerny krasnal – warknął Obama. – Dlaczego Brown nie zajął się tym?! Miał zatuszować sprawę Intersekta! – powiedział do siebie, a następnie zwrócił się do ochroniarza. – Teraz nie mamy wyjścia. Musicie go zabić!
***

Drużyna Shawa z osłupieniem patrzyła w telewizor, śledząc wydarzenia w Waszyngtonie. Twarz Chucka nie wyrażała zupełnie niczego.
- Przecież to niemożliwe, że Morgan przeżył! – pierwszy odezwał się Casey. – Widzieliśmy jak umierał…
- Tak sam, gdy myśleliśmy, że zabiłeś Bryce’a, a Chuck Shawa – odpowiedziała Sarah. – Iluminaci mają na usługach najlepszych specjalistów.
- Ale dlaczego to robi? – zapytała Ashley. – Dlaczego zabił przyjaciół i ujawnił Intersekta?
- Ten skurwysyn Brown za to zapłaci! – wykrzyczał Chuck, który w końcu otrząsnął się z szoku, tym razem na twarzy wymalowaną miał wściekłość. – Morgan został do tego zmuszony i na pewno ma to związek z porwaniem Alex! – spojrzał pełnym nienawiści wzrokiem na Tonego. – Mówiłem, że z nami będą bezpieczniejsi. Niepotrzebnie przenosiliście ich do innej bazy!
- Chuck! Uspokój się – powiedział milczący do tej pory Shaw. – Musimy nakreślić nowy plan działania i przede wszystkim odnaleźć bazę Iluminatów.
- Szukamy jej od tygodnia i nie mamy nawet najmniejszej poszlaki – odezwał się Tony, który pierwszy raz w życiu miał poczucie winy.
- Jednak będę musiał skorzystać z tego. Szkoda, myślałem, że zaskoczę was tym inaczej – powiedział Chuck wyraźnie akcentując tego oraz tym i spojrzał z uśmiechem na Ashley.
- Tego? Co to znaczy? – zapytał Casey.
- Zobaczycie – powiedziała równie tajemniczo agentka Francis.

***

-Stephen, Stephen – powiedział Brown. – Przepraszam, że cię tak zaniedbywałem ostatnio, ale wiesz, praca z takim imbecylem jak Morgan jest wyczerpująca. Na dodatek jeszcze nie uruchomił nowej mocy – generał bezradnie rozłożył ręce.
- Widocznie jego mózg nie przystosował się w stu procentach. Daj mu trochę czasu. – burknął Bartowski.
- Nowej mocy? Ktoś mi w końcu wyjaśni o co chodzi? – Hartley włączył się do rozmowy.
- Stephen, będziesz tak uprzejmy i zdradzisz Volkoffowi tę słodką tajemnice?
- Nie nazywaj mnie tak! – warknął Hartley.
Bartowski i Brown zupełnie nie przejęli się tą uwagą. Stephen zaczął mówić:
- Dotychczas Intersekt wpływał tylko na obszar pamięci użytkownika, stąd możliwość tworzenia nowych tożsamości, czy znajomość kung fu lub języków. 3.0 jest dużo potęższniejszy. Po pierwsze człowiek korzysta z dziesięciu procent możliwości mózgu, ta wersja zwiększa to do pięćdziesięciu. Czyni zatem użytkownika nieprzeciętnie inteligentnego, sprytniejszego, zwracającego uwagę na każdy szczegół, dlatego może on usłyszeć i dostrzec lecącą kulę wystrzeloną nawet z kilometra – Hartley z zaciekawieniem i podziwem słuchał Stephena. – Teraz najważniejsza kwestia podczas przebłysku: Intersekt wpływa również na kod genetyczny, zmieniając w ten sposób możliwości fizyczne użytkownika. Staje się on kilkanaście razy szybszy, silniejszy i wytrzymalszy od przeciętnego człowieka. Jednakże 3.0 jest wysoce niebezpieczny. Chuck i Morgan są jedynymi użytkownikami, którzy przeżyli z nim dłużej niż tydzień. Reszta z testowanych, a były ich tysiące umierali następnego dnia.
- Niesamowite…
- Prawda? – Brown przerwał Hartleyowi. – Bardziej jednak interesuje mnie kwestia nowej tożsamości. Potrzebuję mianowicie dwóch. Masz cztery dni. – generał podał Bartowskiemu kartkę z wytycznymi. – Postaraj się Stephen, liczę na ciebie.
***

Szóstka ochroniarzy miała na muszce. Morgana, który stał z rękoma podniesionymi w górę. Oddali strzał w tym samym momencie. Cholera, to mój koniec, pomyślał Morgan. Zamknął oczy i poczuł się dziwnie. Przebłysk? Taaaak, ale inny niż zwykle. Czyżby? Otworzył oczy. Wszystko zwolniło, wyraźnie widział sześć kul, zmierzających w jego kierunku. Odskoczył i w ciągu sekundy zjawiły się koło przeciwników, których pokonał w mgnieniu oka. Spojrzał na swoje ręcę.
- Nowa moc Intersekta? Ciekawe… - powiedział do siebie.

***
Dzień po wydarzeniach w Waszyngtonie

- Co ty kombinujesz, Brown? – spytał Hartley.
- Teraz, z przyjemnością wyjawię wam mój plan, przyjaciele – generał uśmiechnął się złowieszczo. – Planuję wgrać każdemu obywatelowi USA tę samą tożsamość i zdolności. Wyobrażacie to sobie? Ponad dwustumilionowa armia Intersektów bez żadnych uczuć, potrzeb będąca pod moją kontrolą?! W końcu zawładnę światem!
- Jesteś szalony! – wykrzyczał Bartowski. – Skoro to od początku było twoim zamiarem, po co potrzebowałeś Intersekta 3.0?!
- Ponieważ Chuck jest jedynym, który może mnie powstrzymać, a tylko ktoś z najnowszą wersją jest w stanie go pokonać. Morgan już odkrył moc 3.0, dopóki nie zna mojego planu nie ośmieli się poświęcić życia żony oraz syna. Wygrałem Stephen, a ty wykopałeś grób Chuckowi – Brown zaśmiał się złowieszczo i wyszedł z pomieszczenia.

Dwóch naukowców skutych w kajdanki bezradnie patrzyło się w plecy generała.

***
Kilka godzin później w Białym Domu…

- Generale, do cholery! Miałeś się tym zająć, zatrzeć wszelkie ślady Intersekta, pojmać każdego kto o nim wie, a teraz wszyscy ludzie na świecie wiedzą o tym przeklętym komputerze !– wściekły Obama krzyczał na Browna. – Degraduję cię, słyszysz?! Zwalniam! Wynoś się!
- Nie sądzę.

Generał wyjął z kieszeni telefon, na którym nagle zaczęły pojawiać się różne zdjęcia. Obama patrzył na nie jak zaczarowany, nie mogąc oderwać wzroku.

Ciąg dalszy nastąpi

Za ten post autor PanCartoon otrzymał podziękowania - 2
Kamilluskonradd180
Awatar użytkownika
PanCartoon
 
Posty: 1342
Rejestracja: 6 gru 2010, o 21:24
Lokalizacja: Opoczno
Online: 206d 38m 13s
Otrzymał podziękowań: 375 razy
Płeć: Fan
Ulubiona postać: Sarah
Obecnie oglądam: Chuck, Castle, TBBT, HIMYM, VD
    Windows 7 Firefox

PoprzedniaNastępna

Wróć do FanFiction

Aktualnie szpiegują

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
ChuckTV.pl © 2010-2012 DuDeStudio.pl