Opowiadanie "Niewidzialne serce"

Tutaj możecie przeczytać ciekawe artykuły autorstwa naszego forumowego dziennikarza. Gwarantujemy udaną zabawę.

Opowiadanie "Niewidzialne serce"

Postautor: Banera » 8 sie 2011, o 17:40

"Niewidzialne Serce"

Tego wieczoru na przedmieściu lało jak z cebra i wyglądało tak jakby miało padać jeszcze przez resztę nocy. Przed budynkiem siedziby administracji portalu ChuckTv panował mrok, gdzieniegdzie przebijało się światło przydrożnych latarni. Tylko w pokoju tłumaczy świeciło się ledwie dostrzegalne z zewnątrz światło. CMP zamykał już drzwi wejściowe mając zamiar udać się do domu gdy zauważył jego blask. „Co jest do licha?” pomyślał. O tej porze nie powinno przecież nikogo być. Pewnie znów któryś z tłumaczy zostawił zapalone światło. Nie zdają sobie oni sprawy, że nie możemy sobie pozwalać na dodatkowe koszta. Ostatnio pracują do późna bo termin oddania napisów do „I love you too” goni ich nieubłaganie. Zgrzyt zamka ponownie rozległ się po wąskim ale długim korytarzu. CMP szedł szybkim krokiem w stronę drzwi nad którymi widniał napis "Grupa Tłumaczy" myśląc już tylko o tym co czeka go w domu, o ciepłej kąpieli i szklaneczce 10-letniej whisky, którą dostał od swojego przyjaciela. Pokój tłumaczy był dość niewielki. Z ledwością pomieściły się tam dwa malutkie biurka, na których stały dwie, mocno wyekspleatowane, czarne maszyny do pisania. Obok jednego z biurek stała też stara szafa, wypełniona jakimiś papierami oraz kilkoma uporządkowanymi chronologicznie segregatorami, na których widniały etykiety: Napisy do Chuck 4x01, 4x02, 4x03… CMP wchodząc do pokoju poczuł dziwny lecz znajomy zapach. Rozejrzał się po pokoju w poszukiwaniu źródła owego zapachu i dostrzegł tuż obok biurka przewróconą butelkę z napisem: „Afgański Spiritus”. Wylana zawartość butelki utworzyła malutką kałuże, w której dostrzegł coś jeszcze, coś co przypominało… okulary Afgani. CMP zdziwił się ponieważ jego tłumaczka nie ruszała się nigdzie bez swoich stylowych patrzałek. Podszedł niepewnym krokiem w stronę biurka, gdy zauważył za biurkiem leżącą na wznak postać.
- O mój Boże!

Cholerna noc, nie pamiętam która z kolei w której sen nie może mnie odnaleźć. Nawet padający za oknem deszcze nie brzmi dziś jak kołysanka po której zazwyczaj zasypiam jak małe dziecko. Przy takiej pogodzie człowiek wydaje się nie mieć żadnego punktu odniesienia i ma wrażenie, że zawisł gdzieś w próżni. Nawet jeśli siedzi przy komputerze i wpatruje się niewidzącym wzrokiem w rozgrzaną słońcem plażę na ekranie monitora. Chociaż na tapecie słońce świeci - pomyślałem. Gaszę komputer i kładę się do łóżka. Przewracam się na bok. Potem na drugi. Kolejny dzień, już nawet nie wiem który z rzędu moje myśli nie śpią. Łapie się na tym, że zastanawiam się nad tym co będzie jutro. Człowiek wstając rano nigdy nie ma pojęcia co się stanie w czasie nowego dnia. Można sobie coś zaplanować ale rzadko zdarza się, że wszystko idzie według tego planu. Ostatnio często wstaje nie wiedząc co się zdarzy, kogo spotkam, gdzie mnie rzuci los... Można powiedzieć, że człowiek nigdy nie wie jaka przyjdzie karta ale trzeba brać życie takim, jakie jest. Może nawet za bardzo chce ostatnio sprawić, by liczył się każdy dzień. Muszę pamiętać jednak, że za każdym razem gdy robi się coś dlatego, bo "życie jest zbyt krótkie" mogę być pewny, że życie będzie na tyle długie, by mnie za to pokarać. Moje rozmyślenia przerwał odgłos wibrującego telefonu. Zawsze kładę go blisko łóżka bo z lenistwa nie chce mi się wstawać po niego gdy ktoś dzwoni. Tym razem został obok klawiatury na biurku. "Kto dzwoni o tej porze?" pomyślałem niechętnie wygrzebując się z pod ciepłej kołdry. Sięgnąłem po telefon i na ekraniku były napisane trzy
litery: C M P.
- Halo! - odebrałem wciskając zielony guziczek na mojej komórce.
- Banera? Tu CMP. Stało się coś okropnego i potrzebuję Twojej pomocy - rzekł CMP
- Co się stało, że nie możesz z tym poczekać do rana?
- Chodzi o Afgani. Ona chyba... nie wiem jak to powiedzieć... wydaje mi się, że popełniła samobójstwo. Proszę cię przyjedź do siedziby jak najszybciej.

Zatkało mnie. Afgani nie żyje?
- CMP co ty mówisz? Jak to? Afgani nie żyje? Maskara! Zaraz tam będę. Nie ruszaj niczego. Do zobaczenia

CMP się rozłączył, a ja jeszcze przez chwilę słuchałem sygnału, który w kółko grał swoje piiiii, piiiii. To nie możliwe, żeby ta dziewczyna targnęła na swoje życie. Za bardzo je kochała. Nie zwlekając, sięgnęłam po bluzę, zwisającą na oparciu fotela. Zarzuciłam ją na ramiona, potem wskoczyłem w spodnie, ubrałem moją skórzaną kurtkę i wybiegłem z domu. Co tam się stało? Muszę się dowiedzieć...


Koniec części pierwszej. Ciąg dalszy w następnym numerze...

Za ten post autor Banera otrzymał podziękowania - 4
Miss BeckettPanCartoonSercioSheldie
Awatar użytkownika
Banera
 
Posty: 321
Rejestracja: 24 wrz 2010, o 18:00
Lokalizacja: Kluczbork
Online: 7d 12h 30m 27s
Otrzymał podziękowań: 135 razy
Płeć: Fan
Ulubiona postać: Chuck
Obecnie oglądam: Castle
    Windows 7 Firefox

Opowiadanie "Niewidzialne serce"

Postautor: PanCartoon » 8 sie 2011, o 19:16

Świetny debiut, oby tak dalej. :) Nie mogę się doczekać kolejnych części.
Awatar użytkownika
PanCartoon
 
Posty: 1342
Rejestracja: 6 gru 2010, o 21:24
Lokalizacja: Opoczno
Online: 206d 38m 13s
Otrzymał podziękowań: 375 razy
Płeć: Fan
Ulubiona postać: Sarah
Obecnie oglądam: Chuck, Castle, TBBT, HIMYM, VD
    Windows XP Firefox

Opowiadanie "Niewidzialne serce"

Postautor: Banera » 21 wrz 2011, o 13:43

Zaprogramowałem nawigację i po chwili pędziłem swoim Focusem miejską obwodnicą. Przede mną było jeszcze paręnaście kilometrów do celu na drugim końcu miasta więc rozmyślałem na temat tego co się stało tego wieczoru w siedzibie ChuckTv. Afgani odebrała sobie życie. Dlaczego to zrobiła? To i parę innych pytań kłębiło mi się po głowie. Co się takiego wydarzyło w jej życiu, że postanowiła je sobie odebrać? Czy ja też byłbym zdolny do takiego kroku? Przede wszystkim, czy potrafiłbym to zrobić? Nie byłoby ani mądre, ani też sprawiedliwe gdybym powiedział, że spotkała mnie największa z możliwych tragedii. Tak na pewno nie było. Spotkało mnie jednak kiedyś coś, po czym można całkowicie stracić wolę walki. Ja też ją straciłem, w pewnym stopniu przynajmniej. Ten dzień pozostawił we mnie trwały ślad. Wielką ranę, po której została wielka blizna. Po tym dniu prawie umarła cała moja wola. Wtedy przyszła do mnie ta czarna myśli ale przerażała mnie ona, bo jednocześnie zdawałem sobie sprawę z tego, że nie wolno mi do tego dopuścić. Wiedziałem, że tak, jak ktoś rozpoczyna nowe życie, tak samo ja muszę swoje ciągnąć dalej. Było zbyt wiele rzeczy, które chciałem jeszcze zrobić. Czułem, że mam jeszcze wiele do zrobienia. Gdy pomyślałem o ludziach, którym mogło na mnie zależeć, prawie fizycznie czułem ich ból. Nie wolno mi było do tego dopuścić. Rozdział został skończony, ale książka jeszcze nie zamknięta. Nie mogłem sobie pozwolić na luksus zamknięcia historii, której ostatnie słowa zostałyby wyryte w marmurowym kamieniu, zaraz pod moim nazwiskiem. Cierpiałem i nie miałem ochoty walczyć. Nie mogłem jednak pozwolić na to, żeby z mojego powodu cierpieli inni ludzie. Ludzie, którzy są mi bardzo bliscy. Nie wolno mi było pozostawiać pytań bez odpowiedzi i nie wolno mi było ranić tych ludzi. Możliwe, że byłoby to wyjście najlepsze z możliwych. Zostawić wszystko za sobą i już nigdy do tego nie wracać. Mnie jednak nie chciało to przejść przez głowę. Myśl się pojawiała, spotykała jednak ciągły opór. Następne dni były ciężką walką. Przede wszystkim walką o siebie samego. Na pewno nie udało mi się jej całkowicie wygrać, część mnie po prostu odeszła. Jak wtedy, bodaj w najcięższym okresie mojego życia, tak samo i teraz wiem, że nie mógłbym sobie pozwolić na zamknięcie drzwi, których już nikt nie mógłby otworzyć. Wiem, że nie nigdy nie targnąłbym się na własne życie. Mimo tego, że jest ciężkie, mimo tego, że pozostawia ciągle ropiejące rany - nie mógłbym pozwolić sobie na ten komfort. Chcę żyć, bo nie widząc przed sobą żadnego wyraźnego celu wiem, że jest jeszcze wiele do zrobienia, a wokół mnie są ludzie, nawet jeśli to jest tylko garść, którym na mnie zależy. "Za - trzysta - metrów - skręć - w prawo, trzymaj się - prawego - pasa" wydobył się z głośnika nawigacji przerywając moją zadumę. Spojrzałem na telefon, dochodziła 1:45, a mi wcale nie chciało się spać. Adrenalina nie pozwalała na to. Wjeżdżałem w końcu na drugi koniec miasta i zwolniłem troszkę bo tylko tego by mi brakowało by cholerny fotoradar zrobił mi fotkę za nadmierną prędkość. Siedziba ChuckTv stała na przedmieściach, tuż przy drodze wylotowej. Jednopiętrowy budynek sprawiał wrażenie bardziej domku jednorodzinnego niż siedziby administracji. Jego spokojna, a jednocześnie nowoczesna architektura, powstała na bazie istniejącej zabudowy reszty budynków znajdujących się na tej samej ulicy. Na spadzistym dachu widniał z daleka widoczny, czerwony neon. Parking dla pracowników znajdował się po drugiej stronie ulicy naprzeciwko budynku, tuż za przystankiem komunikacji miejskiej. Wjechałem i zaparkowałem auto obok jedynego które tam stało. Biegnąc do drzwi wejściowych budynku zauważyłem na przystanku siedzącą osobę.

- CMP? - odgłos mojego pytania rozniósł się po pustej ulicy.
- Tak to ja. Czekam tu na ciebie bo nie chciałem na to patrzeć. Afgani leży w pokoju tłumaczy. Zaprowadzę cię tam. - rzekł CMP.
Nie miał on tęgiej miny. Nie dziwiłem się zresztą bo sam miałem podobną minę na twarzy. Skierowaliśmy się do drzwi.
- Nie tak sobie wyobrażałem moją pierwszą wizytę w siedzibie ChuckTv - powiedziałem.
CMP popatrzał na mnie wymownie. Wyglądał na zdruzgotanego i przejętego tym co się stało. Nie zmieniało to jednak faktu, że naprawdę byłem tam po raz pierwszy. Przekraczając próg drzwi wejściowych do budynku miałem mieszane uczucia bo z jednej strony cieszyłem się, że w końcu zobaczę miejsce pracy osób, z którymi spędziłem wiele godzin postując oraz chatując na forum, a z drugiej smutek w związku z tym co za chwilę miałem zobaczyć. Szliśmy korytarzem oświetlonym po bokach lampkami klinkietowymi. Na ścianach, między drzwiami różnych pokoi wisiały dyplomy i podziękowania, które administracja oraz redakcja portalu dostała za swoją działalność. Było ich trochę. Obok drzwi pokoju administracji powieszone było zdęcie CMP z ekipą aktorów grających w serialu "Chuck" z Comic Con 2010. Na dużym zdjęciu były autografy wszystkich głównych aktorów ale moją uwagę przykuł ten od Yvonne, "Słodkiemu CMP - Iwona Strahovski". Szczęściarz. O takim zdjęciu marzy każdy fan owego serialu, jeszcze z taką dedykacją. Nie zdążyłem pomyśleć ile takie zdjęcie jest warte dla niego samego gdy staliśmy już przed pokojem tłumaczy. Wziąłem głęboki oddech i wszedłem za CMP do pomieszczenia.
- Leży za biurkiem. Nic nie ruszałem tak jak mi mówiłeś - powiedział CMP.
- Bardzo dobrze. Zobaczymy co się tu wydarzyło - odpowiedziałem.

Podszedłem do biurka. Afgani leżała na wznak na podłodze, częściowo oparta o ścianę, ręce rozrzucone miała bezwładnie. Głowę miała podniesioną do góry, a wokół jej szyi zaciśnięta była pętla utworzona przez czarny pasek do spodni. Jego drugi koniec zaczepiony był o klamkę otwierającą okno. Gdyby nie ten napięty pasek wyglądałaby jakby sobie odpoczywała po ciężkim dniu. Część jej nogi zamoczona była w kałuży cieczy, w której były również okulary Afgani. Prawdopodobnie była to zawartość butelki po "Afgańskim spirytusie", która leżała obok. Kucnąłem i zaciągnąłem powietrze z nad kałuży aby potwierdzić swoje przypuszczenie. Miałem racje. Ową woń poczułem jednak nie tylko z nad wylanej resztki tego mocnego alkoholu. Czuć było ją również od ust Afgani. Zauważyłem coś jeszcze.
- CMP podejdź tu na chwilę - rzekłem.
CMP podszedł do mnie, spojrzał na Afagani i powiedział:
- To straszne. Dlaczego to zrobiła? Przecież jeszcze dziś śmiała się i żartowała w swoim stylu.
- Różne rzeczy pchają ludzi do samobójstwa ale wydaje mi się, że to nie jest samobójstwo
- rzekłem podnosząc się z nad ciała tłumaczki.
- Po czym to stwierdziłeś? Przecież ona ewidentnie się spiła, a lubiła sobie popijać czasem jak zostawała późno w pracy. Nie raz ją na tym przyłapałem. Musiała tym razem przesadzić, a potem coś jej strzeliło do głowy i się powiesiła na pasku. Chyba za mocno ją dusiłem o te napisy do "I love you too"
- Dusiłeś?
- No tak. To słowo głupio brzmi zważając na sytuację. Wywierałem na nią nacisk bo miała z Rzelkiem ewidentny poślizg w tłumaczeniu, a ludzie czekają na te napisy. Wiesz jak bardzo niecierpliwi są fani Yvonne. Powiedziałem jej że ma czas do końca tygodnia na skończenie tłumaczenia bo korektorzy już czekają.
- Nie sądzę, że tylko to byłoby powodem tego, że się zabiła. Mi to jednak nie wygląda na samobójstwo. To morderstwo upozorowane na samobójstwo.
- Po czym to stwierdziłeś?
- Spójrz na jej szyje i ramiona. Ma tam kilka wybroczyn, które świadczą o stoczonej walce z oprawcą. Tuż przed śmiercią z kimś walczyła, to pewne.

CMP schylił się nad ciałem i dopiero teraz zauważył małe, czerwone oraz fioletowe plamki na szyi i lewym ramieniu.
- Faktycznie. Nie zauważyłem tego wcześniej. No ale kto mógł ją zabić?
- Dobrze, że zadzwoniłeś do mnie. Dowiem się co tu zaszło i kto ją zabił ale muszę w to zaangażować jeszcze kilka osób, które pomogą mi w rozwiązaniu zagadki śmierci Afgani.
- Ok. Skoro nie ma innego wyjścia żeby to wyjaśnić. Rób wszystko co uważasz za słuszne żeby to rozwiązać. Masz moje pełne wsparcie i jakbyś czegoś potrzebował to mów. Do kogo właściwie zwrócisz się o pomoc? Znam ich?
- Znasz ich. Na początek przyda mi się taki jeden użytkownik forum, który dokładnie zbada miejsce zbrodni bo zna się na tym jak nikt inny.

- Kto to taki?
Nie odpowiadając CMP, wyciągnąłem z kurtki telefon, wybrałem numer po czym przyłożyłem komórkę do ucha i rzekłem:
- Cześć YangMer. Przepraszam, że Cię budzę ale przydadzą mi się twoje unikatowe umiejętności i wcale nie chodzi mi o te, których używasz by zdenerwować Cartoona...


Koniec części drugiej.

Za ten post autor Banera otrzymał podziękowania - 5
afganiMiss BeckettNotePanCartoonSheldie
Awatar użytkownika
Banera
 
Posty: 321
Rejestracja: 24 wrz 2010, o 18:00
Lokalizacja: Kluczbork
Online: 7d 12h 30m 27s
Otrzymał podziękowań: 135 razy
Płeć: Fan
Ulubiona postać: Chuck
Obecnie oglądam: Castle
    Windows XP Firefox

Opowiadanie "Niewidzialne serce"

Postautor: QAPAERF » 3 lis 2011, o 17:11

Obie części są świetne. Czekamy na następne!
QAPAERF
Greta
 
Posty: 90
Rejestracja: 21 kwie 2011, o 17:48
Online: 5d 3h 14m 10s
Otrzymał podziękowań: 2 razy
Płeć: Fan
    Windows XP Chrome

Opowiadanie "Niewidzialne serce"

Postautor: Banera » 8 lis 2011, o 19:25

Czekałem na YangMera na korytarzu, obok wejścia do pokoju tłumaczy. YangMer na wieść o śmierci Afgani zgodził się mi pomóc w znalezieniu sprawcy. Liczyłem na jego dość nietypowe zainteresowania. Jako fan wszelkiej maści seriali kryminalnych bardzo skrupulatnie przyglądał on się pracy kryminologów, ale najbardziej interesował się pracą patologa policyjnego. Interesował się również psychologią i jej pokrewnymi dziedzinami. Pomyślałem, że świetnie może nadać się do rozwiązania tej sprawy. Nie ukrywałem przed nim, że bardzo liczę na jego pomoc. Już prawie świtało. Dziwne ale wciąż nie byłem śpiący. Wpatrywałem się w szybę drzwi do biura administratora. CMP wykonywał tam właśnie bardzo trudną rozmowę telefoniczną do rodziców Afgani. Nie zazdrościłem mu tego bo nawet nie wyobrażam sobie co w takim momencie muszą czuć jej bliscy, co mógłbym im powiedzieć aby złagodzić ból straty dziecka. Czy w ogóle jest możliwe? Zawsze podziwiałem prawdziwych gliniarzy z wydziału zabójstw, którzy na co dzień zmagają się z takimi rzeczami. To diabelnie trudna rzecz i na pewno nie jest to coś do czego można przywyknąć. Drzwi od biura otworzyły się i CMP wyszedł na korytarz.
- Jak to przyjęli? - zapytałem nie będąc pewnym czy chce słyszeć odpowiedź
- A jak Ty byś to przyjął gdyby zabito Ci dziecko?
- Nie mogę sobie tego wyobrazić.
- Oni nie muszą sobie tego wyobrażać... To ich rzeczywistość teraz. W każdym bądź razie zgodzili się na to o co mnie prosiłeś. YangMer już jest?
- Właśnie jeszcze go nie ma. Jak za dziesięć minut się nie pojawi zadzwonię do niego jeszcze raz i zapytam gdzie się podziewa i dlaczego go tu jeszcze nie ma. Nie możemy długo czekać. Mimo, że jej rodzice się zgodzili to i tak trzeba będzie powiadomić o tym zajściu policje.
W tym momencie do budynku wszedł jakiś mężczyzna. Miał on ciemne, krótko ścięte włosy i jakieś 180cm wzrostu. Zobaczył nas i podszedł.
- Przepraszam za spóźnienie ale ciężko mi było znaleźć jakiś środek lokomocji o tej porze. Jestem YangMer.
- Cześć. Ja jestem Banera, a to CMP.
- Miło mi was w końcu zobaczyć na żywo chłopaki. Banera nie tak sobie ciebie wyobrażałem.
- A jak? Wiem, wiem przytyło mi się trochę.
- Pogadacie później. Teraz niezwłocznie musisz zobaczyć ciało Afgani - rzekł CMP
- Oczywiście. Pokażcie mi je - przytaknął YangMer.
Wszyscy trzej weszliśmy do pokoju, gdzie leżała martwa Afgani. YangMer podszedł do ciała, kucnął wyciągając z kieszenie parę gumowych rękawiczek.
- Widzę, że się przygotowałeś - rzekłem widząc to.
YangMer uśmiechnął się lekko i powiedział:
- Wiesz, że się na tym znam, a brak takich podstaw jak nie zabranie ze sobą odpowiednich narzędzi zdyskredytowało by mnie na miejscu.
- Banera mogę cię prosić na słówko - rzekł do mnie CMP
- Jasne. YangMer nie przeszkadzaj sobie. Zaraz wracamy - powiedziałem.
Wyszedłem z adminem na korytarz aby wysłuchać co mi ma do powiedzenia.
- Kogo chcesz jeszcze w to wciągnąć oprócz YangMer-a? - zapytał CMP
- Myślę, że przyda mi się jeszcze jedna osoba. Oprócz zbadania tego pokoju trzeba będzie zebrać zeznania innych osób, ewentualnych świadków, może ktoś coś widział. Chciałbym abyś zrobił mi listę osób, które dziś były w budynku. Chcę z nimi pogadać.
- Zrobię cię tą listę. W sumie mogę ci też pomóc w całym śledztwie, po co kogoś jeszcze w to mieszać?
- Bez urazy ale chcę kogoś "z zewnątrz", kogoś kto na co dzień nie pracuje z wami
- Mam wrażenie, że masz już kogoś konkretnego na myśli.
- Tak, mam zamiar poprosić jeszcze o pomoc Roztrzepaną. To inteligentna i spostrzegawcza dziewczyna, pomoże mi przepytać ludzi. Po za tym zdaje mi się, że pomagała wam nie raz przy tłumaczeniach, zna się na pracy tłumacza, wie co się z czym je.
- No dobra. Skoro tak uważasz. W sumie będąc w budynku mogę być także podejrzanym
- Też dlatego wolę kogoś innego - uśmiechnąłem się jakby na przytakniecie słusznej uwadze CMP.
W tym momencie z pokoju tłumaczy wyszedł YangMer.
- No i jak to wygląda - zapytałem go.
- Wiem, na co mi to nie wygląda. To nie jest samobójstwo.
- No to jest nas dwóch. Też doszedłem do takiego wniosku ale nie mówiłem ci o tym przez telefon. Chciałem, żebyś mnie w tym potwierdził. Co zauważyłeś?
- Liczne wybroczyny na szyi i ramionach świadczą o stoczonej wcześniej walce, prawdopodobnie z zabójcą. Oprócz charakterystycznego zasinionego miejsca po pętli na szyi denatki było kilka siniaków ułożonych w taki kształt jakby ktoś ją dusił. Zza paznokci pobrałem troszkę jakiegoś naskórka. Mam znajomego w laboratorium. Może coś nam powie. Na podłodze przy ciele ofiary kałuża po alkoholu, która prawdopodobnie pochodzi z butelki leżącej obok. Rozciągnięta w ten sposób kałuża, mam na myśli te dwa pasy z cieczy, świadczą o tym, że zgon nastąpił tuż przy boku biurka, a potem ktoś ciało przeciągnął bliżej okna aby upozorować samobójstwo. Powiem tak. Nieudolnie i w wielkim pośpiechu, ktoś to upozorował.
- Czyli komuś się spieszyło i z robił to bez przemyślenia, być może nie planował tego zabójstwa. Co do tego naskórka to warto spróbować zrobić badanie DNA bo założę się, że to część naskórka zabójcy.
- Spokojnie Sherlocku. Jesteśmy w Polsce nie w USA. Badanie DNA to nie jest takie hop siup dla pierwszej lepszej osoby z ulicy, nawet gdy ma ona znajomego w laboratorium. Po za tym badania na podstawie mikrośladów trwają znacznie dłużej niż 14 dni. Przy pobraniu wymazu to i w tydzień mogą się uwinąć. Po za tym zgodnie z Polskim prawem prywatny test DNA nic dla sądu nie będzie znaczył. Nawet jak będziemy wiedzieli kto to, to będziemy potrzebowali innych dowodów.
- 7 dni? Cholera nie możemy tak długo czekać ale jeśli nic innego nie znajdziemy to przynajmniej będziemy wiedzieć kto to zrobił. Po za tym policji może uda się to wcześnie odkryć. Spróbuj zawieść te pobrane szczątki naskórka do tego swojego znajomego. Może bez badań DNA coś nam o nich powie. Dobra robota YangMer. Wiedziałem, że na coś natrafisz.
- Dzięki. Dobra to ja się zawijam do domu. Rano podjadę do tego laboratorium, no chyba, że jeszcze sie do czegoś dziś przydam?
- Nie. Dziś to wszystko. Jedź się prześpij i jutro podziałaj. Będziemy w kontakcie. Teraz czas wezwać policje. Dłużej nie można z tym zwlekać. Jeszcze raz dzięki i do jutra.
- Do zobaczenia panowie.
YangMer udał się do drzwi wyjściowych z budynku a ja spojrzałem na CMP.
- Dobra ty też zmykaj bo tej nocy już nic nie podziałamy. Ja zadzwonię na policje i poinformuje ich o zajściu - powiedział CMP.
- Masz racje. Pamiętaj o tej liście i widzimy się jutro. Mam jeszcze prośbę. Po podsłuchuj co tam gliniarze będą gadać. Może oni też na coś wpadną. Oczywiście w miarę możliwości.
- Dobra. To do jutra.
Uścisnąłem dłoń CMP, obróciłem się i po chwili byłem już na parkingu przy swoim samochodzie. "Jutro czeka nas mnóstwo roboty" pomyślałem sobie. Pierwsze co zrobię to zadzwonię do Roztrzepanej. Mam nadzieje, że wróciła już z Bułgarii.

Za ten post autor Banera otrzymał podziękowanie od
PanCartoon
Awatar użytkownika
Banera
 
Posty: 321
Rejestracja: 24 wrz 2010, o 18:00
Lokalizacja: Kluczbork
Online: 7d 12h 30m 27s
Otrzymał podziękowań: 135 razy
Płeć: Fan
Ulubiona postać: Chuck
Obecnie oglądam: Castle
    Windows 7 Firefox


Wróć do Niecodzienny tygodnik forumowy

Aktualnie szpiegują

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
ChuckTV.pl © 2010-2012 DuDeStudio.pl
cron